emonimalista@protonmail.com

Maciej "emonimalista" Korżel 

Porażka-zwycięstwo

 

 

 

Przestałem walczyć ze sobą

z materią

walić głową w mur

Bo ten mur stoi jak stał

Odwracam się

Szukam przestrzeni

i oddechu w płucach

Przez chwilę położę się pod drzewem

Założę ręce pod głowę

Uśmiechnę się do siebie

Będę obserwował liście

i słońce między nimi

ruch wiatru

i jego szept

I tak przez kilka dni

Potem wstanę

Znajdę kostur

I wyruszę

znowu z sercem na dłoni

I cóż, że niczego się nie nauczyłem?

Dalej to ja

Kocham

siebie

 

2001-07-04

Kłamstwo dla prawdy

 

Moja przestrzeń jest dobra

Ja ją akceptuję

Są w niej wszystkie

wymiary tego świata

Jest radość i ból

jest dobro i zło

szlachetność i podłość

mądrość i głupota

I są trzy kropki

I wszystko

co jeszcze nienazwane

a co przede mną

Chcę siebie

 

2001-07-05

 

Nic nie straciłem

 

Nic nie straciłem

Dałem miłość

dostałem własny brud

Dowiedziałem się

czym jest cień

który rzuca mój umysł

Był piękny

jest normalny

Wiem

czym jest normalność

zgodą na siebie

Wtedy dopiero

czarne łączy się z białym

wtedy dopiero jest prawda

która rozkwita

Nic nie straciłem

 

2001-07-05

Przestrzeń swobody

 

Wielowymiarowość

Gra na wielu płaszczyznach

Przecinają się wzajemnie

Ich elementy są ruchome

Zmieniają położenie wymiar znaczenie

To ja tworzę tę przestrzeń

Mam nad nią władzę

Czynnikiem sprawczym

są mój umysł słowo i czyn

Jest tylko jeden sposób

aby ogarnąć siebie

ogarnąć tę przestrzeń

być Panem swojego świata

Również jednak służącym

Pozamiatać kąty

wyrzucić śmieci

Zapraszać tych

którzy tworzą

wyrzucać tych

którzy niszczą

dać szansę tym

którzy... chcą

 

2001-07-05

 

Niebezpieczna zabawa

 

Bywają zabawy niebezpieczne

wynikające z mocy słowa

Zabawy w mity

i bohaterów

Szukamy siebie

w książkach i obrazach

Szukamy wzorów

Strażak

Policjant

Nauczyciel

Mesjasz

Wzór czasem przerasta człowieka

Zapomniałem o Jego końcu

Nie chcę nigdy

wykrzyknąć

Boże

cóżeś mi uczynił!

chcę i pragnę

i potrzebuję

nowego wzoru

Zatem

Boże

pomóż mi znaleźć siebie!

Nie chcę być Twoim synem

Nie umiem

Przykro mi

 

2001-07-10

Rozmowa

 

Jestem chłopcem

stojącym przed Kościołem

z rękoma

głęboko w kieszeniach

Tam są ludzie

oni nie pozwalają mi

na rozmowę z Tobą

Jesteś więc ze mną

w snach

To miłe z Twojej strony

że nie przeszkadzają Ci

moje ręce

głęboko w kieszeniach

 

2001-07-10

 

Pomocna iluzja

 

Jestem aniołem

z trochę zmęczonym umysłem

obolałymi trzewiami

i łkającą duszą

Wlej

Panie

spokój w moje trzewia umysł duszę

Otocz mnie poświatą ciszy

Pozwól poczuć się

przez chwilę

bezbronnym

i nie bać się tego

Można być bezbronnym

i silnym w oparciu

o Twoje ramię

A potem

daj mi

Panie

siłę

do dobrych decyzji

 

2001-07-14

 

Wędrowiec odchodzi

 

Czy zauważyłaś

że już nie piszę do Ciebie?

Masz rację

odszedłem od Ciebie

zanim odszedłem

Musiałem przyjść do siebie

Wczoraj pomogłaś mi zrzucić ostatnie pęta

Zobowiązanie

Jestem Wędrowcem pukającym delikatnie

pytającym niemo

Nie zaglądam przez okno

lecz kształt dymu z komina

powiedział mi o Tobie wszystko

Przyznaję ze wstydem

bardzo chciałem wejść

Tyle lat koczowania rozpalania ogniska

namawiania na wspólne oglądanie gwiazd

I wreszcie zrozumiałem

to nie ten dom

Tu

żeby wejść

trzeba pachnieć dobrą zabawą

życiem na średnim poziomie

zdecydowaniem

chwilą

Właściciel chciałby mieszkać w pałacu

lecz wpuszcza jedynie monterów

Nie dla Ciebie są gwiazdy

Ważna jest chwila

bo śmierć czyha za rogiem

Widzę właśnie

jak zerkasz z przerażeniem przez okno

Widzę to jednak po raz ostatni

gdy spoglądam przez ramię

odchodząc

 

2001-07-17

Pudełko

 

Chciałbym dzisiaj

a w ogóle to czasami

zamknąć swój świat

a właściwie to Swój Świat

w małym ciasnym pudełku

odpornym na potrząsanie

z lekkiego acz wytrzymałego tworzywa

Wywierciłbym sobie dziurkę

i z chichotem

podglądałbym przestrzeń

Śmiałbym się z siebie

z tej skorupki

z Tego-Co-Na-Zewnątrz

Śmiejąc się zasnąłbym

A nazajutrz wróciłbym

do przestrzeni na zewnątrz

 

2001-08-03

 

Niepokój

 

Jestem Wędrowcem i Odkrywcą

Wybrałem Drogę Nieskończoną

Nie wiem

co robię Dobrze

Nie wiem

co robię Źle

Kiedy stanę u Celu

znajdę chwilę

żeby spojrzeć za siebie

i odpowiedzieć

na wszystkie

Nieodpowiedziane Pytania

Potem rozejrzę się

i wybiorę

następną Drogę Nieskończoną

 

2001-08-05

Cyber-niezrozumienie

 

Może taka

moja pieprzona rola

zasiewać ziarno

I mieć tylko nadzieję

że znajdzie się Ogrodnik

A może usprawiedliwiam tak

brak cierpliwości

dla codziennego mozołu

A może zwyczajnie

po ludzku

szukam miejsca dla siebie

A może za dużo

jest do zrobienia na świecie

i trzeba iść dalej

A może czasem

trzeba się zatrzymać

i rozejrzeć

A może...

A może już czas

żeby odejść

 

2001-08-05

 

Góra i las

 

Mam w sobie potrzebę prostych przyjemności

Nawet nie

przyjemności

Doznań

Fizyczne zmęczenie

Cisza wśród drzew wiatru wody ptaków

odgłosy życia

które są ciszą

i którego nie muszę

przez tych kilka chwil

rozumieć

Odwiedzić szczyt

który mnie powita

miejscem na spożycie chleba i wypicie wody

Ujrzeć przestrzeń

która mi coś powie nie mówiąc nic

Coś

co pojmę

gdy już stamtąd odejdę

choć przeczuwam teraz

Zapomnieć o pustym wydrążonym drzewie

którym teraz jestem

Wypełnić umysł światem prostym i czytelnym

 

 

2001-09-02

Bezmyślność

 

Cóż za cudowny stan!

Żadnego napięcia

Wszystko przepływa obok

jak zeszłotygodniowy film

czasem tylko niektóre wspomnienia

budzą drżenie ramion

ból pleców

strach w umyśle

To jednak mija

Najważniejsze

przemijać

Czekać

Nie używać mózgu ponad konieczność

Niewątpliwie coś nowego

To będzie coś Bardzo Nowego

Wychodzenie z kokonu

było trzyletnim bólem

Krwawię

ale już nie krzyczę

Z braku sił

i ze świadomości

że za chwilę

będę mógł powiedzieć

To nieważne

to nieważne

to nic

 

2001-09-21

Wiwisekcja

 

Jak nazwać to Nienazwane

które wypływa z głębin

i kładzie się Cieniem na codzienności?

Mój ojciec nie ma z tym nic wspólnego

I poprzez niego wszyscy inni.

On był tylko małością

która obnażyła moją słabość

I poprzez niego wszyscy inni

Ta słabość jest we mnie

i głębiej

niż kiedykolwiek sięgnął mój ojciec

I poprzez niego wszyscy inni

Słabości elementem jest

że umieszczam jej przyczynę w moim ojcu

I poprzez niego we wszystkich innych

Pocieszające jest

że każdy Człowiek

jest głębszy od swojej słabości

Jeśli jest nią pierwsza zagadka

której umysł nie był w stanie

pojąć i rozwiązać

to może czas ją sobie przypomnieć?

Coś się dzieje

coś mnie blokuje

coś sprawia że cierpną mi palce

Czy samą tą myślą czegoś dotykam

czy to zwykła teraźniejsza rana się odzywa?

Czas odłożyć słowo

i zajrzeć przez dziurkę od klucza

 

2001-09-21

 

12 krzeseł

 

To jest wojna nic innego

Trwa od początku

Przepraszam

Trwa od Początku

Ksiądz mówi

Kto filozofuje ten paktuje z diabłem

Ja mówię

Kto nie filozofuje już potrzebuje pomocy

Rzeczywistość zewnętrzna jest polem bitwy

stosunkowo łatwym

znaki są czytelne

choć też nie zawsze

Prawdziwa walka to zmagania wewnątrz

Czy kiedykolwiek możesz być pewien

możesz być pewna

że to co nazwałeś dobrym jest Dobre?

Czy kiedykolwiek możesz być pewna

możesz być pewien

że to co nazwałeś złym jest Złe?

Granice są nieostre pojęcia oszukują

wewnętrzne własne potrzeby mamią

cel jest odległy właściwie niewidoczny

Codziennie i w każdej chwili

powinieneś powinnaś

być dla samego siebie Dwunastym Przysięgłym

Czy jesteś?

A jeśli

czy to cię paraliżuje?

 

2001-09-21

 

Pudełko pełne Ciszy

 

Uzbroiłem Moje Pudełko

Teraz mogę

nie mówiąc nic

powiedzieć Temu-Co-Na-Zewnątrz

To tylko puste pudełko

zaglądaj sobie

ile chcesz

nic tam nie ma

I w końcu Ono da mi spokój

Sobie zaś powiem

Jestem sam w Niczym

Ciemno głucho i spokojnie

Wreszcie oszukałem To-Co-Na-Zewnątrz

Teraz zasnę

Potem się obudzę

Zaglądnę tam

dokąd chciałem od zawsze

Do Tego-Co-Wewnątrz

Czyż można być bardziej szczęśliwym

z powodu kawałka materii?

 

2001-09-21

 

Boli

 

Moja miłość do Ciebie i dla Ciebie

jest rannym psem

który chce wrócić do domu

Już nie jest naiwnym szczenięciem

Została pozbawiona świeżości i nadziei

Coś nas przy sobie trzyma

oboje się temu dziwimy

Żuraw i czapla

Paweł i Gaweł

Pies i kot

Im bardziej próbujemy się spotkać

tym trudniejsze są dni

Los postanowił nas ukarać

za niezdolność do zrozumienia

Każdemu z osobna

każe zastanowić się

i odpowiedzieć na pytania niezgłębione

Jesteśmy dwojgiem dzieci

błądzących we mgle

Mieliśmy trzymać się za ręce

wspólnie szukając Wyjścia i Dojścia

Zamiast tego rzucaliśmy w siebie

kamieniami

Jakby któreś z nas

było bez winy

Twoja miłość do mnie i dla mnie

jest rannym psem

czy chcesz wrócić do domu?

Pomóż mi

 

2001-09-27

Dom

 

Nasz Dom

On już stoi

Pamiętasz moja Kochana?

Budując trzeba zacząć od dymu z komina

Nasz Dom jest spokojem bezpiecznych ścian

Urokiem widoku za oknem

Cierpliwością wody żłobiącej rowki w szybach

gdy pijemy herbatę z rumem

i zaciągamy się dymem z papierosa

Nasz Dom jest ufnością

że krzywda tu nie zagości

Troską i opieką ciepłych pieców

rozgrzewających co wieczór nasze serca

wywołujących łagodny uśmiech

Nasz Dom jest zapomnieniem

że nabrzmiewający Czas

przeradza się w Nieuchronność

Jest nocną poezją gwiazd

którą podziwiamy w zamyśleniu

z werandy

przytuleni

Jest cicho uronioną łzą

że trzeba było tyle smutku

żeby poczuć tyle błogiego szczęścia

Nasz Dom to trzy iskierki

wypełniające całe to zawieszenie trwania

swoim żywiołem

wzrastające i cudowniejące

Zastępujące najlepszy reality show

Oto nasz Dom

Kocham Cię

 

2001-09-27

 

Nie słuchajcie "Ghost Tropic"!!!

 

Przyszłość niewiele różni się

od przeszłości

Jest w tym samym stopniu

różowo-zielono-żółto-...

Teraźniejszość zaś?

Jest o tyle czarno-biała

o ile pozwolę sobie

na odsunięcie się

od tej feerii kolorów

Nie umiem postrzegać czasu inaczej

jak przez pryzmat

bólu który wywołuje

To nie człowiek

jest winny cierpieniu

To zła konstrukcja

rzeczywistości

 

Tracę siły

 

Odchodzę

Tym samym gdzieś wchodzę

 

2001-09-28

Proszę, niech Ciebie nie ma...

 

Śmierć to taka chwila

pomiędzy strachem a

Chciałbym żeby tam

była nicość

Różne są powody

strachu

Ja boję się

że nicości tam

nie będzie

Boję się

że będę musiał

jeszcze jakoś istnieć

Tylko to

powstrzymuje mnie

 

2001-09-28

Pytania niezgłębione

 

Dlaczego każe się nam kochać?

Żeby mieć siłę do trwania?

Żeby umierać w poczuciu sensu?

 

2001-09-29

Dosyć skomlenia

 

Dosyć skomlenia!

Trzy lata to wystarczający

czas

żeby zrozumieć

że nie tędy droga

Nie żyję dla nikogo innego

Wyłącznie dla siebie

Spadaj na drzewo stary!

A może Ci nakopać?

 

2001-09-29

 

 

Cebula

 

Nie ma jednego dna

Zawsze można zejść głębiej

Nie różnimy się w tym

od natury tego świata

Jeśli ostatecznością

rzeczywistości

jest Nic

to kim ja jestem?

Lub czym?

Podobno

na początku

było Słowo

Jakie?

Może nic szczególnie ważnego

Może coś się tylko

wypsnęło

my zaś próbujemy

tworzyć teorie

Religie

Czy zwierzę

pogodzone ze swoją rolą

nie jest bliżej Prawdy?

 

2001-09-29

Dagny

 

Twoja wyjątkowość tkwi we mnie

Sama z siebie nie stanowisz wyjątku

Nie tylko ja tworzę ołtarz z krzesła

Takim jest każdy

kto jest zdolny do miłości

A skąd miłość?

Z potrzeby

Pojawiłaś się jako odpowiedź

Źle jednak zaczęliśmy

i równie źle to się kończy

Byłaś cielesnością

bo poznałem najpierw

Twoje ciało

Byłaś umysłem

bo pragnąłem Twojego ciała

Byłaś miłością

bo wierzyłem w Twój umysł

Nie jesteś ołtarzem

nie zostawiam jednak krzesła

Pozostajesz wyjątkowa

Nie zniszcz tej wyjątkowości

w oczach tego

który się pojawi

Nie zamieniaj wielkości na małość

Postaraj się

dla siebie

Mnie to już nie dotyczy

Nie jesteś nie byłaś

moim towarzyszem

Nie będziesz nie umiesz

Czas ruszyć w podróż

Żegnaj

 

2001-10-09

 

Róża Małego Księcia

 

Chciałbym utulić każdy fragment

Twojej duszy z osobna

Wziąć go delikatnie w dłonie

jak motyla zmęczonego lotem

Tak delikatnie byś nie straciła cudownego

kolorowego pyłku ze skrzydeł

I powoli z rozwagą i czułością

zdejmować każdą drobinkę kurzu

który przylepił się

raniąc Twoje piękno

Sam w Ciebie tym kurzem dmuchałem

Teraz Cię oczyszczę

Zaraz będziesz gotowa do lotu

 

2001-10-26

 

Prawda - fałsz

 

Odkryłem w sobie jądro ciemności

A właściwie Jądro Ciemności

Brud

Smród

Zgnilizna

Jestem przerażającym skurwysynem

To dlatego tak głośno krzyczałaś

tupałaś

wierzgałaś nogami

Bo wiedząc to o mnie

nie potrafiłaś do mnie dotrzeć

To dlatego wyrządzałaś

krzywdę sobie

Bo byłem głuchy na Ciebie

Na siebie

To jest moja podróż na inną planetę

Lecz ja już nie uciekam

Ja wracam

Wracam ze zrozumieniem

do siebie

 

2001-10-26

 

Przenikam przez chwile, sytuacje, umysły

 

Przenikam przez chwile sytuacje umysły

Spoglądam przez zakratowane okno

Jestem więźniem tęsknie wyglądającym rzeczywistości

w której nie umiem się znaleźć

Trafiłem tu przez przypadek

z głodu

Będę tu wracał

Tu jest spokój chleb łóżko

Tu nie martwię się o nic

Zostawiam za sobą długi i miłość

Wyjdę na chwilę

żeby odwiedzić syna i przekonać się

jak złym jestem ojcem

Nasycę się swoim podłym ojcostwem

więc coś ukradnę

Wrócę do spokoju chleba i łóżka

Powitają mnie starzy znajomi

przyjaciele w dzieleniu się końcem

 

2001-11-19

 

Trudne słowa

Miłość

 

Kobieta i mężczyzna, ojciec i syn, człowiek i zwierzę...

Biorę walizkę z tym, co najcenniejsze we mnie; wychodzę na zewnątrz.

Wędrując pomiędzy czującymi istotami zatrzymuję się czasem

i pytam, czy nie zechciałaby taka istota zaczerpnąć głęboko z mojego jestestwa.

I nie bój się - surowca nie zabraknie; bierz go tyle, ile potrzebujesz.

Wysysaj mnie, bo tylko wtedy naprawdę dzielę się sobą.”

 

Jeśli teraz jestem pustą tykwą i jeśli moja walizka jest pusta,

to wreszcie jest miejsce na nową jakość.

 

Do dziecinnej i naiwnej miłości dodać szczyptę cynizmu i rozwagi;

to wszystko znów upchać w walizkę.

Możesz brać pełnymi garściami, już nie odczuwam ran.

Nie zabliźniają się same - to ja je zabliźniam.

Przyszedłem z tą walizką do Ciebie; są tam nowe zabawki.”

 

Przekroczyłem magiczną linię.

Świat czarno-biały zaczął mienić się feerią kolorów.

Teraz walizka jest Puszką Pandory.

Czasami.

Czasami zaś nie.

 

2001-11-22

Syn

Zobaczyłeś mnie wczoraj po raz pierwszy od dwóch miesięcy.

Twoja radość i szczęście zamieniły się w bieg przez cały korytarz

i skok w moje ramiona - przewróciłem się prawie...

Dałeś mi tym aktem, Synku, koszyk szczęścia

(tylko dlaczego smutnego?) na następne dwa miesiące.

 

Pierwsze Twoje lata były duetem ze mną.

Zasłoniłem Cię przed każdym, kto chciał zamienić Ciebie

w małego człowieczka.

Czy mogłeś jednak obronić się przede mną?

 

Przyszedł też dzień, gdy straciłem siłę i wiarę

(raz na jakiś czas mnie to spotyka).

 

Byłem słabym człowiekiem, Synku.

 

Jestem teraz w przededniu zmiany.

Wychodzę z bieli i czerni, sycę się światem kolorowym.

Jest prawdziwy i nie jest.

Opowiem Ci o nim, mój Synu.

Nauczę Cię go, mój Synu.

Będziemy znów duetem.

 

Biegnąc do mnie i skacząc w moje ramiona

dałeś mi, Synu, powód do nowego spojrzenia.

 

2001-11-24

Seks

 

Wróciłem do siebie

I znowu wiem

że takie dzielenie się sobą

to fragment Większej Mistyczności

Dotykając Ciebie tworzę nić Wspólnoty

Dotyk jest Wymianą

Przytulając Ciebie tworzę Przestrzeń

Przytulanie się jest Zespoleniem

Wchodząc w Ciebie tworzę Jedność

To wejście jest Uśmiechem Boga

Oddając Ci swoje nasienie

tworzę Kosmos Niewyobrażalnego

To oddanie jest moją Miłością

 

Dotykam przytulam wchodzę oddaję

To wszystko dla Ciebie

abyś przyjęła moją Tajemnicę

 

Zagubiliśmy się onegdaj w słowach

Poplątaliśmy ścieżki z obcymi ludźmi

Wymiana stała się bólem

Zespolenie nie daje spokoju

Uśmiech Boga

jest pełen goryczy i trwogi

Miłość wymaga balansowania

na krawędzi ostrej jak brzytwa

 

Pozostaje dziwna wiara

w Dziwnego Boga

On mi szepce do ucha

Poczekaj wytrzymaj

rozlej oliwę na morzu namiętności

Pomiędzy Wami jest więcej

niż rozumiesz dziś

niż zrozumiesz jutro

Ty to czujesz lecz boisz się

Przestań się bać

Zastąp strach działaniem

 

Działam więc

Już napełniam walizkę

Już wychodzę

Kocham Cię

poczekam więc

 

2001-11-24

Erotyzm

 

Wymiana słów spojrzeń

Dotyk niedokończony

W powietrzu zawisa

wzajemna inspiracja

Wzbiera namiętność

przeradzając się

w ciepłe uczucia

Błądząc dłonią

po Twoim ciele

czuję jak przez nią

przepływa rozkosz

od Ciebie do mnie

ode mnie do Ciebie

Jesteśmy jak

nienasyconych sobą

dwoje zwierząt

Jesteśmy też jednak

ludźmi

dajemy więc sobie

narastanie

w umyśle i trzewiach

Z iskrzącym spokojem

czekamy na gwałtowność

uśmiechając się ciepło

 

2001-11-24

Przyjaciel z sieci

 

Szukam

Trwa to już tyle

że zniechęcenie

zaczyna przeradzać się w pewność

Przeszukałem wszystkie

zakamarki przestrzeni

Tej fizycznej

Teraz szukam w słowie

Hej!

Jesteś tam?

...

I tak wiem że jesteś

Raz na jakiś czas

spotykam

kogoś podobnego do Ciebie

Dotykamy

ja umysłu Jego

Ono mojego.

Trwamy w zawieszeniu

albo nić się rozmywa

 

Ta nowa rzeczywistość

jest cudowna

Pozwala zanurzyć się w sobie

obwąchać

i znaleźć czas na przemyślenia

Bez emocji

Teraz więc dotykam Ciebie

Czy to Ty?

 

2001-11-25

Ból

 

Ten fizyczny rozpływa się

Kto by go pamiętał

łącząc ze wspomnieniem

O wiele ciekawszy jest ten drugi

kiedy się pokochało

potem zaś trzeba

żyć w samotności obok Niej

Kiedy znów

jak małe dziecko

trzeba tworzyć krainy marzeń

bez większej nadziei

Kiedy szuka się przyjaciół

żeby opowiadać o Niej

Kiedy pisze się wiersze

w drugiej osobie liczby pojedynczej

z gasnącą nadzieją że zrozumie

Kiedy z takiego bólu

rodzi się inny

Uczący cynizmu

Dający świadomość

że mogę liczyć na resztki

Rzucane jak psu

 

2001-11-25

Samotność

 

Z prawie każdej wyprawy

pomiędzy ludzkie umysły

wracam pokonany

I zdruzgotany

Są tam namiętności pragnienia ambicje

Jest codzienność i zmaganie się z nią

I nieszczególnie cokolwiek więcej

 

Jest też kobieta którą kocham

i z którą jesteśmy obok siebie

samotni

Bardzo skutecznie omijamy swoje dusze

Uczymy się teraz ciszy

balsamu na trzyletnią

co rusz rozdrapywaną ranę

Wędrówka wgłąb Jej duszy i umysłu

zakończyła się

Poznałem własną niemoc

 

Chciałbym żeby samotność ta

była jak ziarno

z którego wyrasta Jej miłość

Ledwo powstrzymuję krzyk na myśl

że gleba nie ta

Progiem szaleństwa staje się świadomość

że to i tak niczego nie zmieni

 

2001-11-25

Miłość raz jeszcze

 

Czas stanął

Stanęły pojęcia

za którymi kryje się znaczenie

Jesteś Ty

Jak na początku

I jest wolność

Twoja

Moja

Kocham Cię

Kocham Cię

Kocham Cię

Kocham Cię

Kocham Cię

Kocham Cię

I mógłbym tak

do skończenia świata się

lecz po co?

Ty to wiesz Słońce moje

Jeśli zaś nie wiesz

cóż więcej mogę?

Bardziej kochać?

Bardziej oddać siebie?

Bardziej napełnić walizkę?

Pojąć sens czucia lepiej?

Jestem słowem i to wiesz

Jesteś czynem i to wiem

Jesteśmy całością w Niebycie

i Ono wie o tym

Szkodzi nam

Boi się NAS

Jemu przeczymy

z nim się kłócimy

przeciw Niemu świadczymy

Nie przeszkadza mi

Twoje niezrozumienie

To ja docieram do Ciebie

To jest moja miłość

 

2001-12-02 (był u nas Święty Mikołaj)

Prawda

 

Znam swoją Drogę

znałem ją od zawsze

Zatrzymałem się przed bramą

a Ty nieustannie tańczysz

Pomagasz mi jednak

wrócić do siebie

Coraz szczelniej

zakrywasz swoje ciało

wygasiłaś namiętność

schowałaś żądze

Zmieniasz się w motyla

Za chwilę usiądziesz

na moim ramieniu

Przejdziemy przez bramę razem

Lub nie

 

2001-12-13

Nadzieja

 

Dzień po dniu

zapada coraz głębiej

klęska własnej męskości

Szukam klucza

do zdarzeń faktów

obrazów przed oczyma

do tego

czego nie ma dzisiaj

co zabiło mnie wcześniej

Wiem że on nie istnieje

że wyjściem

jest zamknięcie siebie

dla Tego-Co-Na-Zewnątrz

Niech tam zostanie

tylko powłoka

Chodząca

dotykająca

mówiąca

czasem śmiejąca się

Właśnie tyle jest

we mnie nadziei

że jeszcze obudzisz się

dla mnie

 

2001-12-13

Niepewność

 

Nie jestem teraz wierszem

Nie wiem czym i kim jestem

Stan zawieszenia gdy wychylam się

z kokonu

i rozglądam

Po świecie i po sobie

Chciałbym może już

dążyć do Prawdy

ale jeszcze do Miłości

Już nie wierzę w drugiego człowieka

ale jeszcze zostawiam mu furtkę

Im dłużej o tym myślę

tym bardziej jawi się

oczywistym

szukanie oparcia w innych

jest z góry skazane na porażkę

i agonię

własnych namiętności i uczuć

Właśnie je obumieram

Wszystkie tak silnie

rozbudzone żądze emocje

pakuję za okno wystawowe

i zaczynam się temu przyglądać

Bardzo krytycznie

To było jak przejście przez ogień

 

2001-12-14

Śmierć

(trzeba umrzeć, żeby żyć)

 

Umieram dla Nadziei

Umieram dla Oczekiwania

Cud ma miejsce

w granicach martwej przestrzeni

Ludzkie umysły są odporne

Kiedyś umarłem dla siebie

aby narodzić się

i żyć dla Ciebie

Później nie umiałem

przeprosić tak

abyś odrodziła swą namiętność

Do mnie

Dla mnie

Teraz jesteśmy dwojgiem atomów

niezbornie i przypadkowo

trafiających na siebie

Żuraw i czapla

Ucząc się nazywania

krocząc przez gąszcz znaczeń

zastaję wszędzie

Ciebie

i Śmierć

Lękam się tego

co powstanie ze zgliszczy

Dążąc do nowego

wiedząc o tyle więcej

o człowieku

czy będę rozdeptywał

robactwo?

Czym jest to we mnie,

co przeraża?

 

2001-12-14

Wybaczanie

 

Dzień po dniu

chwila po chwili

dotykam

potężniejącej rzeczywistości

Ja wchodzę w nią

ona we mnie

Zespalamy się

Chciałem tego

lecz odczuwam smutek

Utraciłem siebie

Żeby przeżyć

Żeby potężnieć

Żeby pokonać

Żeby wybaczać

Oddalam się

od namiętności

Stają się zbędne

w nowym wcieleniu

Starym słowom

nadaję nowe znaczenia

I działam według nich

Bój się mnie Świecie

Ty którego bałem się ja

Kiedy już połknąłem

własny cień

nie masz nade mną

żadnej władzy

Rozmawiam tylko

z moim

Dziwnym Bogiem

 

2001-12-15

 

Dojrzewanie

 

Zamieniłem Miłość na Prawdę

Myślałby kto

że to mniej bolesne

Obierając tę cebulę

coraz bardziej zaciskam zęby

Na zewnątrz

widać tylko uśmiech

i zrozumienie

Co będzie warta Prawda

gdy zdejmę

ostatnią warstwę?

Czy znajdę następną

Drogę Nieskończoną?

Może warto

pomyśleć o Niej

zawczasu?

 

2001-12-25

Fizyczność

 

Mój dotyk

nie budzi w Tobie drżenia

Nie eksplodujesz

zapowiedzią rozkoszy

gdy przeczuwasz

moją namiętność

Nie oddajesz mi siebie

zamiast tego

czasami udostępniasz

swoje ciało

Ja związałem się z Tobą

sznurem tak mocnym

że nikt poza mną

nie uwolni mnie z pęt

 

Znaleźliśmy rozwiązanie

Uwalnia nas

z niedobrych zobowiązań

Uwolniło Ciebie

Ja jeszcze tkwię

ciałem swoim

w Twoim ciele

Daj mi

Panie

wolność!

 

2001-12-25

Mądrość

 

Ta Droga nie ma końca

Wraz z mądrością

nie przybywa mi obojętności

Szkoda

Nie mogę być

lekarzem dusz

 

2001-12-25

Zaborczość

 

Miłość jest Się-Dzieleniem

Nie ma w Niej miejsca

na prawo własności

Nie należę do siebie

gdy kocham

Nie należysz do mnie

Przeskakuję następne stopnie

na drodze do Tajemnicy

Każdy skok

jest świadomym wysiłkiem

obalaniem siebie

Teraz

z miłości do Ciebie

wyzbywam się

namiętności i pożądania

wobec Ciebie

Świadomy wysiłek

aby zrozumieć

i tym głębiej pokochać

Świadomy wysiłek

abyś musiała

podzielić się mną

Jak bardzo jeszcze

muszę okłamać siebie

by podać Ci

Prawdę?

 

2001-12-25

Namiętność

 

Jakże trudno jest

zapanować nad starymi schematami

Moja namiętność do Ciebie

Nie wzięła się znikąd

Jest częścią Miłości Nieskończonej

Teraz

z tej i dla tej Miłości

muszę zmienić znaczenia

uczuć emocji żądzy

Czy ktokolwiek

gdziekolwiek

kiedykolwiek

uwierzy mi

że muszę swój żar

oddać innej?

Że Ty o tym wiesz?

Że przełamujemy w nas siły

mocniejsze od jakichkolwiek innych

aby tym bardziej trwać i wzrastać

dla siebie?

O wiele łatwiej mi było

podzielić się Tobą

O ileż trudniej wyzbyć

nieobliczalnej potrzeby

wchłaniania Ciebie

 

2001-12-27

 

Moralność

 

Kochana

Jesteśmy sami na pustyni

pełnej piasku ludzkich zasad

wabiącej fatamorganą lepszych światów

stworzonych przez kogoś

przepuszczonych przez tysiące gardeł

Nie spodziewajmy się deszczu

Bądźmy kamykami na szczycie wydmy

Przyjdzie dzień

kiedy nas ukamienują

Spadając

potoczymy następne pokolenia

Smutna nadzieja wiem

 

2001-12-27

Rzeczywistość

 

Żyjemy w świecie fikcji

sami ją tworzymy

Walczymy z własnym obrazem

 

Nie walczysz?

 

hmmm

Cóż Ci więc jeszcze

mogę powiedzieć?

Przyjdzie dzień

nieuchronnie

gdy dokonasz konfrontacji

Wtedy jednak

będzie za późno

 

2001-12-27

 

Zmiana

 

I znów przekraczam Rubikon

Element codzienności

aż do znudzenia

Może by tak

trochę rozrywki

Może by tak

choć jednego dnia

nic się nie stało

i choć przez chwilę

nastąpiło

zatrzymanie myśli

 

2002-01-04

Szczęście

 

Powiedziałeś Mój Przyjacielu

że wszystkie istoty

dążą do szczęścia

Czym jednak jest ten stan?

Czy jakakolwiek część

mojego jestestwa

wie i narzuca reszcie

kierunek owego dążenia?

Czy Droga

której fragment

mam przed sobą

jest prawdziwa?

Czy moje wybory

są w konsekwencji

szczęśliwe?

I dlaczego

słysząc to słowo

szczęście

słyszę również

dźwięk rzucanej monety?

 

2002-01-04

 

Zrozumienie

 

Kobieta...

najtrudniejsze słowo

dla mężczyzny

Ona go tworzy

ona mu odbiera to

co wcześniej dała

ona go niszczy

Tak długo

jak bardzo

mężczyzna jej potrzebuje

jak długo

ona wie o tym

Czasem

mężczyzna

wychodzi po zapałki

Wtedy

kobieta

zaczyna myśleć

Potem

mężczyzna

wraca

naiwnie wierząc w cud

Wtedy

kobieta

wraca

do siebie

 

2002-01-04

Naiwność

 

A ja głupi

chciałem zmieniać fakty

tworzyć wspólne przestrzenie

prowadzić Cię tam

gdzie wzrok i dotyk

nie sięgają

 

A ja głupi

wierzyłem

że umiemy rozmawiać

o rzeczach trudnych

przytuleni

ze spokojem

rozsądnie

 

A ja głupi

myślałem

że należysz do mnie

choć niekoniecznie ciałem

i ja należę do Ciebie

choć ciałem niekoniecznie też

 

A ja głupi

poczułem się bezpiecznie

z racji kawałka papieru

 

A ja głupi

wczoraj

straciłem wszelką nadzieję

 

A ja głupi

uczę się mądrości

poprzez głupotę

 

2002-01-04

 

Wyjście

 

Nie będę już płakał

nie będę się zadręczał

nie będę biadolił

Nadzieja odeszła po cichu

na palcach

Nie zostawiła jednak

pustki

lecz przedsmak Nowego

tego nieoznaczonego

nieokreślonego

niewypowiedzianego

które czeka za rogiem

Nie ma też we mnie strachu

Poza tym chwilowym

tu i teraz

Stałem się silny

swoją słabością

Znam ją

i teraz przemieniam

na wodę życia

Za chwilę

stanę się kamieniem

wystrzelonym z procy

którą naciągam

w precyzyjnie określonym kierunku

 

2002-01-04

 

Życie

 

Mój Dziwny Bóg

nie jest taki dziwny

On dokładnie wie

czego mi potrzeba

Uczy mnie

Podsyła mi obrazy

z którymi muszę

sobie poradzić

Szkoli mnie

do przeżycia

Przygotowuje

do spraw

o których

jeszcze nic nie wiem

choć przeczuwam

 

Jaka szkoda

że nie mogę

zasnąć

wtulony w Jego ramiona

Muszę szukać substytutów

 

2002-01-04

 

Miłość po raz trzeci

 

Kiedy już nie będę czuł nic

to właśnie będzie dobrze

Kiedy najgorsza myśl

wzbudzi jedynie

błahe wzruszenie ramion

to właśnie będzie dobrze

Wtedy dopiero

nauczę siebie odczuwania

 

2002-01-08

 

W drodze na Alaskę

 

Porzucony w Czasie

 

Doskwiera mi samotność

Oglądam się ku przeszłości

Wychwytuję fragmenty cieni

dawno przebrzmiałego szczęścia

Rzucam się w przyszłość

Nieustannie obarczam ją winą

za niespełnioną teraźniejszość

Tu i teraz

jest jedynie odpryskiem

przejścia stamtąd

które boli

ku tamtemu

które pokazuję palcem

I tamto przyszłe też boli

Tu i teraz

jest jedynie koniecznością

decydującą

o następnym kroku

 

2002-01-25

 

Myśli w złoto

 

Myślisz że to lenistwo

myślisz że to strach jakiś

myślisz że to niezdolność

i w każdym takim myśleniu

znajduję fragment siebie

Czuję też coś więcej

Gdy pierwszy raz

zatopię zęby

w myślach o złocie

dopełnię przemiany

Zamknę stary rozdział

Wyczytane wszystkie literki

słowa tracące moc

idee stające się cieniem

Kolejny fragment

Drogi ku Prawdzie

będzie ohydny

Poczuję obrzydzenie

i będę rzygał sobą

Sprzedam siebie

Nikt nie będzie wiedział

komu ani dla kogo

Sam tego nie wiem

Widzę tylko czasem

przemykające za filarami cienie

Chciałbym nie rozumieć

co robią w moim

cudownym Domu

lecz nie uśpiłem

swej czujności

Zwiedzam jedynie

następną

ślepą uliczkę

 

2002-01-25

Błazen

 

Błazen jest po to

żebym mógł poznać siebie bliżej

Błaznowi nie trzeba wybaczać

To tak jakby chciało się

wybaczać sobie

Jego celne pytania i stwierdzenia

niech nigdy nie przestaną być takie

Nie krzywdzisz mnie

Stańczyku

słowami

Jesteś krzywym zwierciadłem

po które sam sięgam

aby wyolbrzymić własne iluzje

Łatwiej jest mi wtedy

widzieć w nich cyfry

układu szesnastkowego

na przykład

spadające znikąd

lecące donikąd

I niczego nie muszę

udowadniać Tobie

Przyjdzie dzień

gdy sam przejrzysz na oczy

W tym dniu

zaczniesz śmiać się

z własnym błaznem

 

2002-01-28

Coś jak Etiopia (lecz ładniej)

 

Miłość okrzepła na tyle

bym mógł uświadomić sobie lęk

który mnie trzyma z dzieciństwa

Sen

poczucie istnienia odarte

z wszelkiej postaci

roztopione w Niczym

Sens Wszechświata

pomyłka chwilowa Nicości

Owszem

jestem Nieskończonością

tam jednak nie mam

Mamy Taty Siostry

Miłości Ciepła Akceptacji

Zabawek Tornistra Marzeń

Jestem Niczym w Niczym

 

Nie mogę pojąć jednego

Dlaczego się bałem?

Czy może być

piękniejsza wizja Raju?

Czy może być

lepsza zachęta

by przeżyć życie

Cudownie

Bogato

Pięknie

Mądrze

Dobrze?

 

2002-01-28

Przyjaźń

 

Wybacz mi Przyjacielu

To moja wina

że stało się źle

Na ołtarzu Miłości

położyłem nie tylko Ciebie

Był w życiu moim moment

kiedy leżało tam wszystko

cały ja

Wiem

o sobie zapomnieć mogłem

lecz o Tobie nigdy

Zaufałeś mi

dałeś Przyjaźń

Obróciłem Twój Dar

w Miłość

naiwną głupią i złą

ignorującą fakty

Tyle nici pozwoliłem przeciąć

by trwać w złudnej nadziei

nie popartej niczym

Chciałbym przytulić

Twoje zranione serce

i cofnąć czas

swojej głupoty

 

2002-02-02

 

Magiczne Pudełko uczy się walczyć

 

Tego nie umiem narysować

Rycerz w zbroi

Nakładam ją po raz pierwszy

Mam również miecz i tarczę

Biorę lekcje walki

Obrona i atak

Pragnąłem podać siebie na tacy

Teraz chcę siebie bronić

Mowa walki

myślałem

że mogę

przeżyć tę chwilę zewnętrzności

będąc czystym umysłem

Logicznie biorąc

bzdura

Jestem ja i moja samotność

i To-Co-Na-Zewnątrz

które chce mnie zniszczyć

Nie chciałem walczyć

Odwracałem się plecami

do miecza nad moją głową

Ty-Co-Na-Zewnątrz

Wygrałeś kimkolwiek jesteś

Podnoszę Twoją rękawicę

Pamiętaj jednak nie chciałem tego

Czy jesteś jednak pewien

że umiesz walczyć

Reguły nie istnieją to już wiem

Są tylko chwilowym zdobywaniem przewagi

Przyjmuję więc brak zasad

będący zasadą jedyną

Taka jest Twoja mowa

i wreszcie ją przejmuję

Tak

Mija następnych siedemnaście lat

czas więc spieniężyć swój umysł

i podnosząc miecz dodać sobie otuchy

Wiem że to czyniąc

przegrałem jakoś

Za przyłbicą

zostawiam jednak wszystko

co mnie tworzy

Zbroja tarcza i miecz

następne artefakty Magicznego Pudełka

 

2002-02-03

Rzeczywistość jest samotna

 

Nie

nie obudziłaś we mnie potwora

choć bardzo chciałabyś wierzyć

Nie obudziłaś we mnie nic

Sprawiłaś jednak

że przestałem odwracać się plecami

do kulejącej i ohydnej rzeczywistości

Tak bardzo chciałaś mi ją pokazać

patrzę więc

Przyswoję z niej sobie tyle

żeby być obok i ponad nią

Jeśli sprawiłaś

że przez chwilę

wchodzę między wrony

to jeszcze nie znak

że mnie zmieniasz

Zmuszasz tylko

abym nałożył zbroję

podniósł miecz i tarczę

Zmuszasz tylko

bym pogodził się z samotnością

Dwoje dzieci błądzących we mgle

trzymających się za ręce

szukających Wyjścia i Dojścia

piękne marzenie

Mgła jednak rozstąpiła się

na jeden krótki moment

Zobaczyłem to

czego wolałbym nie ujrzeć nigdy

i żyć w bezrozumnym przekonaniu

o możliwym cudzie

Jeśli więc kiedykolwiek wyczuję

zbliżające się Drzwi

ominę je szerokim łukiem

Nie czas bowiem jeszcze

bym przez nie przechodził

 

2002-02-03

Już z małej litery

 

Słyszę Twój głos

przyjacielu

i brzęk złota w nim

Powinno być mi smutno

że chcesz pójść do kantoru

i zamienić mnie na inną walutę

Pozwól

że zastanowię się najpierw

czy ja byłem uczciwy wobec Ciebie

Kiedy już znajdę odpowiedź

będę wiedział

czy nadużyłem słowa

Miałem zakładać zbroję

brać do ręki tarczę i miecz

Czyżbym się poddawał

Nie

nie poddaję się

to tylko łkanie i żal

po następnej straconej iluzji

W co jeszcze powinienem

uzbroić moje Magiczne Pudełko?

W Wygaszacz Uczuć?

 

2002-02-20

Krąg przyjaźni

 

Stworzyliśmy więc krąg

przyjacielu

Obnażyłeś zęby mówiąc

Czy ktoś Ci obiecywał reguły według Ciebie

Wyciągaj swoje artefakty śmierci

Nauczę Cię ich używać

Nie zabiję Cię

lecz nie licz na pardon

ani na markowanie

Nie lubisz bólu? Boisz się?

Poczujesz więc smak mojego żelastwa

na tyle

żeby się wystraszyć

Myślałeś już długo

I gdzie teraz jesteś?

Odsłoń oczy

Otwórz je

Zacznij żyć

Pokaż sobie

na co Cię stać

 

Nie

nie wyprowadziłeś mnie z równowagi

Może przez chwilę

dopóki nie wierzyłem

że gotów jesteś zadać cios

Teraz jednak przyjmuję Twoje nauki

Zdejmuję dłonie z oczu

Rozglądam się

chciałbym krzyczeć

jak świeżo narodzony człowiek

Nie zrobię tego jednak

Wypłakałem

co było do wypłakania

Najpierw więc

pokonam swój strach

Wtedy ruszę na Ciebie

przyjacielu

Nie zabiję cię jednak

pokażę tylko

że zrozumiałem

I przyjmuję

Oto mój pierwszy sztych

 

2002-02-21

 

Do ludzi

 

Dopełniła się Przemiana

Otworzyłem oczy

Tak bardzo chcieliście

otworzyłem je więc

Pokrzyczałem sobie

To normalne przy narodzinach

Zabraliście mi

mój pieprzony idealizm

Chcieliście pokazać

rzeczywistość

Teraz więc ja pokażę wam

jak z niej korzystam

Wzbudzę wasze przerażenie

lecz nie znaczy to już nic

Chcieliście tego przecież

Chcieliście

Żebym zacisnął pięść

zamiast każdego witać

Żebym podejrzliwie zmrużył oczy

zamiast czerpać radość

z nowego spotkania

Żebym obwąchiwał

zamiast wchłaniać wonie

Chcieliście

Dostaniecie teraz więcej

I niech to was

nie dziwi

 

2002-02-22

Don Kichot

 

Podniesiona przyłbica

odłożony miecz

spokojne ramiona

Przedsmak walki

W walce spokój i cisza

Bez słów

Uśmiech na twarzy

i cios

i sztych

i śmierć

Don Kichot

nie odszedł w niepamięć

Uczy się ruchu skrzydeł

synchronizuje myśli

Za chwilę

wystarczy jedno dotknięcie

Teraz jeszcze

daje się smagać

Uczy się

własnych reakcji

Teraz jeszcze

płacze za utraconą iluzją

Za chwilę rozleje

oliwę na morzu namiętności

 

Zamykam

całkiem sam

Puszkę Pandory

Zabijam demony

Smutno mi

 

2002-03-01

Modlitwa

 

Panie mój

oto moja

prośba do Ciebie

 

Daj mi

Panie

miskę strawy co dzień

i łyk wody

dach nad głową

zdrowe ciało

 

Nie pozwól

Panie

bym trafił do więzienia

za długi

złe uczynki

 

Pomóż mi

Panie

zadbać o szczęście

mojego syna

mojej kobiety

 

Daj mi siłę

Panie

w walce

o Jej duszę

 

2002-03-02

Jestem Początkiem

 

Jeśli na Początku

było Słowo

to ja jestem Słowem

 

Jestem początkiem

i nieważne

czy z małej litery

czy z dużej

 

Jestem początkiem więc

bo do mnie należą

decyzje

 

Jestem początkiem

kreuję rzeczywistość

i karty są wobec mnie

bezsilne

Tudzież kryształowe kule

biorytmy

i astrologiczne znaki

 

Jestem początkiem

jestem swoim Bogiem

 

Jestem który jestem

 

Idę więc się wykąpać

 

2002-03-02

Świadomość?

 

Człowiek powstał po to

by przywrócić naturze

Porządek Rzeczy

 

Nie żyję dla siebie więc

lecz o tyle

o ile

jest to niezbędne

do realizacji

Planu Przywracania

 

Kosmos Wszechświat

Drzewo Kamień

zwykłe emanacje

zakłócenia równowagi

 

Doprawdy

nie koncentrujmy się na nich

 

Dziękuję Ci

Panie

że przywołujesz mnie

do porządku

 

2002-03-02

Wola Niebios

 

To-Co-Na-Zewnątrz

nie jest na zewnątrz

lecz jakże bardzo

we mnie

 

Zniszczyć więc

chcę sam siebie

 

Czy to jednak ja?

Czym jest to we mnie

co jest przeciwko mnie?

Czym jest zaś to

co mi sprzyja?

 

Wystarczy chwila skupienia

żeby to poczuć

Wystarczy też chwila

kiedy się rozklejam

rozwarstwiam

rozłażę

rozpadam

wtedy wiem dokładnie

co we mnie

jest przeciwko mnie

 

Ze mną jest umysł

Ze mną uczucia prawdziwe

Ze mną jeszcze nadzieja

 

Przeciwko mnie ciało

Przeciwko mnie emocje

te pozorne uczucia

Przeciwko mnie instynkt

niedostosowany do "dzisiaj"

Przeciwko mnie

rodzice we mnie

Przeciwko mnie stare ścieżki

wydeptane przez kogoś

za mnie

Przeciwko mnie ja sam

 

2002-03-06

Ten wiersz zdecydowanie nie ma tytułu

 

Znów chciałem walczyć ze sobą

dla jakiejś-tam idei

To nie był dobry pomysł

Nie chcę już

być wiecznym buntownikiem

wewnątrz

 

Wiatraki są we mnie

Zamiast je niszczyć

spróbuję je polubić

 

Słowo z zewnątrz

jest cierniem do wewnątrz

i tam rozgrywa się dramat

rozpisany na kilka aktów

i wymianę słów

z drugim aktorem

i jeszcze tym

co

lub kto

oczekuje

na moje potknięcie

na zewnątrz

 

Nie wiem

kto lub co

może nikt

może to ja sam

dobrze się bawię

własnym kosztem

 

I znowu w tle

wzorce

I jakiś gość wisi

sobie

na krzyżu

I tak mu z tym

trochę niewygodnie

ale wisi

Uparty skurczybyk

 

2002-03-06

 

Umieranie – rodzenie się

 

Trzeba poczuć

radość z nieistnienia

aby zaistnieć na nowo

Trzeba odrzeć siebie

ze wszystkiego

aby przywrócić sobie

zdolność posiadania

Trzeba odebrać sobie

zdolność odczuwania

aby poczuć to

co prawdziwie istotne

Jestem niczym w niczym

Teraz mogę wyruszyć

 

2002-03-13

Zejście nie do końca

 

Jeśli pozwolę myśli

się nie dokończyć

pozostanie taka

Dziwna jakaś

Niedokończona

Będzie mną szarpać

mnie ugniatać

trawić moje ciało

Poczuję drżenie rąk

sztywnienie mięśni

ból w plecach

odezwą się

wszystkie choroby

Ona zaś

wciąż we mnie

przebywać będzie

I przyjdzie chwila

kiedy zachoruję ciężko

a wszystko przez to

że za bary

z rzeczywistością

się wziąłem

A kiedy umrę

nie będzie nawet

jej krzywego uśmiechu

Ot... pacnęłam

następnego komara”.

 

2002-03-22

 

Być albo nie być...?

 

Zachciało mi się

przez dziurkę od klucza

podglądać

naturę rzeczy

i myśleć

że to tak można

bezkarnie

i że właściwie

tak trzeba

Po łapach więc

dostałem

Teraz siedzę

pod drzwiami

oparty o ścianę

i użalam się

nad sobą

Moje chlipanie

nie przywołuje

nikogo

Wszyscy już dawno

zmądrzeli

i pierzchnęli stąd

Mnie też

to się marzy

ale nie umiem

Kiedy tylko

trochę sił dostaję

podnoszę głowę

z nadzieją

tylko po to

żeby znowu

oberwać

 

2002-03-22

Zabawa w dzieciństwo

 

Nie powiem Ci

gdzie

Nie powiem Ci

jak

Nie powiem Ci

kiedy

lecz czuję

jak rodzi się

przygoda

Nie obetnę sobie palca

w imię symbolu

wystarczy

że będę o nim pamiętał

Nie pomaluję

cudzymi rękoma parkanu

wystarczy

że zwiedzę jaskinię

i nie będę czuł

strachu

a nad moją głową

unosić się będzie

radość życia

śmiech

i znowu miłość do ludzi

pomimo

 

2002-03-27

Pa Pa

 

Zamykam ten rozdział Mój Panie

Twoimi Swoimi rękoma

Kiedy będę czuł ból

będę go oglądał

jak niezwykłą kryształową kulę

z zaklętą wewnątrz

tajemnicą istnienia

Kiedy będę czuł strach

będę wracał myślami

do przygody

jaką jest życie

Kiedy będę umierał

chciałbym wiedzieć

że mnie nie nienawidzisz

mój Synu

i chwilę potem

zanim zobaczę światło

(lub ciemność)

że mnie kochasz

I że jednak

nie sprawiłem Ci

bólu

 

2002-03-27

 

Początek epoki

Człowieki

 

Wyszedłem z cienia

Dziwnie tu jakoś

prawdziwie

Odsłaniam siebie

odsłaniam Ciebie

Jesteś jednością ze mną

i teraz

mogę to wykorzystać

Najbliższych kilka lat

upłynie

na kontemplacji prawdziwej

lecz z ręką wyciągniętą

Dostrzegłem

Twoje cierpienie

większe od mojego

bo Twoje

Być jednak ofiarą

na jego ołtarzu

to dla Ciebie

i tak za mało

Wiem

nie chcesz mojej śmierci

Ja tylko

trochę uwieram

w mózgu

Będę jeszcze bardziej

 

2002-04-11

Przeprosiny

 

Przepraszam Cię Tato

że nie byłeś dla mnie Tatą

Przepraszam Cię Mamo

że nie byłaś dla mnie Mamą

 

Przepraszam Was Rodzice moi

że nie byłem tym Synem

którego wymarzyliście sobie

 

Ale wiecie co?

Mój Syn jest inny

 

Przepraszam Cię Żono

że nie byłaś i nie jesteś

choć przez chwilę Żoną

że musiałaś być w stanie

wiecznego oczekiwania

na spełnienie swoich potrzeb

i nigdy

nie zaznałaś przy mnie szczęścia

Przepraszam

że za mało się starałem

 

A kiedy przeprosiłem już Was wszystkich

idźcie sobie do diabła!!!

Rodzę się z popiołów i zgliszczy

Odfruwam

 

2002-04-13

 

Matka-niematka

 

Chciałbym Ci coś napisać

kobieto

która z taką łatwością

odstawiasz od piersi

po czym mówisz

że gryzę w sutek

i to dlatego

Wiem

idziesz przez życie

własnym rytmem

Zapytałaś kiedyś siebie

dokąd dojdziesz?

 

2002-04-15

 

 

I znowu chciałoby się poużalać, co...?

 

Jestem wolnym człowiekiem niestety

Tak bardzo chciałem związać się z Tobą

Tak bardzo jestem wolnym człowiekiem

Tak dużo się nauczę

tak bardzo się boję

że ta nauka mnie przerośnie

Jednak nie chcę umierać

Nie tworzę już marzeń

nie ma na nie miejsca

Chciałbym tylko wtulić się

w ciepło kobiecego ciała

I zapomnieć

O tej

która żyje własnym rytmem

I o całej reszcie

która jej przyklaskuje

Za tą bramą jest Prawda

Nie przekroczę jej

z dumnie podniesioną głową

Prawda jest ohydna

Nie ma w niej tego

czego szukałem

I wcale nie jest to brama

lecz ziejący otwór jaskini

Czy będę bał się

żeby wejść?

Czyż nie obciąłem sobie palca?

Czyż nie uczę się swojego strachu?

Wchodzę więc tam!

 

2002-04-15

 

Przejście przez bramę

 

Żegnaj

ślepa uliczko

Piękna byłaś

 

2002-04-17

 

Gdybanie

 

Jeśli przestanę bać się o Ciebie

Jeśli przestanę żywić przekonanie

że jestem jedynym

który może Cię ocalić

Jeśli zrozumiem

że nie jesteś zwierzęciem rannym

lecz przyczajonym

Jeśli przestanę traktować Cię

jak towarzysza

zacznę jak samicę

Jeśli do ostatniej komórki własnego ciała poczuję

że muszę samego siebie naprawić

bo Twoja postać rozszarpuje mnie

Jeśli stanę się prawdziwie szczęśliwy

zaglądając do wewnątrz

Jeśli czas stanie się sprzymierzeńcem

a ludzie

w większości

suplementem do tajemnicy istnienia

Jeśli...

... strasznie dużo tych jeśli

Znów sporo roboty

 

A co z urlopem???

 

2002-04-24

Trzymam Twoją rękę

 

Zanurzyłem się

dla Ciebie

Zachłysnąłem

Przeraziłem

Przez chwilę umarłem

Później podałem rękę

Krok jeden wprzód

dwa wstecz

Rozumiem

teraz chcesz się cofnąć

Dobrze

cofniemy się razem

Gryziesz moją rękę

pokazujesz swoją siłę

w bezsile

Cuchnie tu strasznie

Bolą mnie wszystkie uczucia

Wyprowadzę Cię

 

Czym jest śmierć?

Powodem do hedonizmu?

 

2002-04-24

Przejście przez ogień

 

Każdy z nas boi się samotności

Dlatego szuka drugiego człowieka

W końcu znajduje

i pozwala sobie na złudzenie

że samotnym już nie jest

 

Każdy z nas pragnie miłości

Dlatego szuka drugiego człowieka

W końcu znajduje

i pozwala sobie na złudzenie

że miłość dając będzie kochanym

 

Każdy z nas pragnie szczęścia

Dlatego szuka drugiego człowieka

W końcu znajduje

i pozwala sobie na złudzenie

że złapał byka za rogi

 

Każdy z nas chce czuć przyjaźń

Dlatego szuka drugiego człowieka

W końcu znajduje

i pozwala sobie na złudzenie

że może się otworzyć

tudzież otwarcie przyjąć

 

Kiedy już każdy z nas

na te wszystkie złudzenia pozwolił sobie

 

 

 

 

przychodzi czas goryczy

 

Wtedy człowiek

odziera siebie

ze złudzeń

odziera siebie

z marzeń

odziera siebie

z wiary

 

Wtedy człowiek

staje się

rannym zwierzęciem

broczy krwią

wyje z bólu

 

Wtedy człowiek ma dwa wyjścia

Może znienawidzić cały świat

bo pozbawił go iluzji

tak przyjemnych

 

Może też pozbawić cały świat

miejsca na iluzje

i szukając w sobie

znaleźć zgodę na siebie

 

I już się nie bać

 

2002-04-26

 

 

 

 

 

Czasem i tak się kończy...

 

Nie znajdę ukojenia

w ucieczce

i wcale nie szukam

Nie zapomnę

że kocham

Pozostaniesz już tam

na zawsze

Na odległość

Nie chcę więcej

Cię widzieć

 

2002-05-03

Początek marzeń

 

Dotykam ciepła

i ono dotyka mnie

Rozumiem

i jestem rozumiany

Przytulam

i przytulany jestem

Niech rozkłada się to

na wielość

Nie przeszkadza mi

Czerpię i daję

Nie umiem inaczej

 

2002-05-03

Marzeń ciąg dalszy

 

Słowem „kobieta”

podzielę się ze sobą inaczej

Staniemy się

przyjaźnią rozumiejącą

wzajemnością

 

Słowo „daję”

już nie boli

bo wreszcie czerpię też

 

Słowo „radość”

to ta sama chwila

i nikt nie płacze

a jeśli nawet

to brama jest jeszcze otwarta

I tylko dlatego

 

Cudowny krąg normalnych słów

nie przeżytych od dzieciństwa

 

Słowo „kocham”

wystawiam na zewnątrz

Magicznego Pudełka

 

Do wewnątrz

zapraszam Ciebie

która mnie nigdy

nie zranisz

Ja nie zranię Ciebie

 

2002-05-03

 

Współczesny poeta :-)

 

Biały ekran

migający kursor

Cóż za przeżycie

Zapisuję

i zamiast miąć

rzucać na ziemię

kasuję

następny fragment

świata

 

To nie jest

twórcza niemoc

Wspinanie się

 

2002-05-06

 

Niemota

 

Kawałek plasteliny

własne palce

Opór materii

Niezdolność do porównania

siebie z wewnątrz

z kawałkiem plasteliny

 

2002-05-08

 

Unosisz się

 

Pojąłem dzięki Tobie

czym jest

zdolność ofiary

Radością z przyjęcia

 

Twoje przyjęcie

było ponad wszystko

czego doświadczyłem

 

Wzięłaś

i czułem spokój

Nie musiałem

się bać

 

Zmienia się

muzy-czność

 

Dotknąłem nieprawdy

i była to prawda

w którą wierzyć przestałem

 

Co chwila zerkam

na kosmiczny dar

który śpi

nieświadom

On śpi

 

 

2002-05-07

 

Droga

 

To jest Twój taniec

Prowadzę

nie prowadząc

Jestem lustrem

Twoich ruchów

To jest mój taniec

Prowadzisz

nie prowadząc

Jesteś lustrem

moich ruchów

 

Nie zmieniajmy kolejności

Niech ostatnie słowo

pojawi się na końcu

 

2002-05-12

 

 

 

 

Słowokracja

Składam słowa na nowo; zmienia się ich znaczenie

- w powietrzu i w jednej chwili.

 

Boję się istotnych wyrazów - potrafią uwięzić na długie lata.

Nie ucieknę przed nimi.

 

Teraz - zamiast tworzyć przestrzeń ze słów -

wyjmuję słowa z przestrzeni, oglądam i decyduję.

 

Nie nazywając przyglądam się wiatrowi wokół Twoich włosów.

Gdy doleci do mnie, nie będę z nim rozmawiał.

Poczekam.

 

Nie nazywając zanurzam się w Twoje łono.

 

Staję się czekającą ciszą.

Czekam bez podnoszenia głosu.

 

2002-05-16

Żuczki

 

Pomiędzy słowem a czynem

zawieszony

Wszystko jest wewnątrz

Na zewnątrz

tylko Ty

człowieku

którego chcę

rozumieć-zrozumieć-pojąć-poczuć-dotknąć

Lubię Cię

za Twoją człowiekowatość

taka krucha i delikatna

tak się napina

żeby mocną udawać

tak się nie udaje

tak się boisz

tak bym chciał

żebyś nie musiał

tak nie umiem

 

2002-05-18

 

Umiesz tak?

 

Codzienność

rozpięta w mojej głowie

jest muzyką

Oglądam tęczę

sączącą się

przez chwile

 

2002-05-18

 

 

 

„Oswoić kota”

Oswoić kota MAŁGORZATA „DAGNY” KORŻEL

 

Nie pojmuję...

Wolność Miłości? Miłość Wolności?

Wytworzyłeś wokół mnie pustą przestrzeń,

Zapełniam ją iluzoryczną rzeczywistością – cóż mi pozostało?
Twoja –Wolna - Miłość jest na zewnątrz,

a ściany mego Domu szklane.
Mogę więc oglądać, lecz Jej nie doświadczać.

Jesteś kotem, który się nigdy nie zadomowi.

 

2002-06-08

*** MAŁGORZATA „DAGNY” KORŻEL

 

zbudowałam dla nas dom

bez drzwi i okien

uciekłeś więc przez nieszczelne ściany

powiało nie-skończoną wędrówką

czy się jeszcze spotkamy?

będę szukała w każdym znikającym uśmiechu - Ciebie

 

2002-06-08

Kot

 

to nie jest dom

lecz zamek

na szczycie szklanej góry

zbudowałaś go

bo taką

przeczytałaś książkę

życie

nie łap mnie za ogon

to boli

 

2002-07-29

 

Reminiscencje

 

Byłem na zewnątrz

Odsłoniłem

wszystkie kości

Dałem

szpik swój

Wracam

do wewnątrz

Staję się zagadką

 

2002-06-28

 

Czas

 

Przeplatanie

niepewności

ze szczęściem

nitką iluzji

 

2002-06-28

Komisurotomia

 

Przecinam nitkę

pierwszą

drugą

trzecią

...

Dwie półpiłki

stają się

każda – jednością

Koniec

Dobra lub Zła

Wystarczyły nożyczki

 

2002-06-28

Odpoczynek

 

chodzi mucha po podłodze

na jednej nodze

cóż za ekwilibrystyka

taka gimnastyka

 

2002-07-08

 

Misja

 

Jeśli tego właśnie chciałeś,

Panie,

to jestem prawie gotów.

Trochę tylko serca zostało.

 

2002-07-10

 

Miejsce na zapachy

 

Wzbić się ponad słowo

Obraz

Dźwięk

Wszystko razem

Słowo zaklęte w słowo

staje się tylko słowem

obraz – obrazem

dźwięk – dźwiękiem

Twoja wyobraźnia

nie przekonuje mnie

Na pewno wypaczy moją

 

2002-07-27

Cebula

 

Prawda nie tkwi

pod następną

zdjętą osłoną

Prawdą jest

narzędzie

do ich zdejmowania

 

2002-07-27

Spowiedź cynika

 

Czas nie jest już

moim wrogiem

Wpisuję go

na listę życzeń

Pomagam mu zaistnieć

ponad przyczyną i skutkiem

Właśnie zagubił swoją liniowość

stał się sięganiem

do nieprzebranego arsenału

możliwości i nauk

W nim osadzam działanie

trochę do przodu

trochę wstecz

trochę obok

Jest moim przyjacielem

Daje strach i samotność

One są prawdziwe

Widzę wreszcie plastycznie

choć twarz staje się maską

 

2002-07-29

Matrix w pogoni...

 

Dziecko

rzucone w przepaść

nieskończoności

Oddycham jakimiś płucami

Nie chcę tych płuc

Skoro jednak są

to niech już

Pobawię się wzrastaniem

pomiędzy iluzjami

 

2002-07-29

Funkcje mięśni

 

Zatrzymam swoją twarz

zanim się objawi

Pozostając wewnątrz

mogę ją przeżywać

Wystawiając do Słońca

które Słońcem nie jest

skazuję ją na udrękę

Tak chciałbym

podzielić się z kimś

swoją twarzą

 

2002-07-29

Cynik?

 

Wygasłem

jakbym nigdy nie płonął

Tykwa pusta

zamienia żar

na codzienność

 

Minie trochę czasu

Pozbieram się

Zapłonę

Inaczej

 

2002-07-30

Gonitwa

 

Inny czas, inne miejsce

Wędrówka ta sama

To dobrze, że przeszłość jest

to niedobrze, że przeszłość jest

To dobrze, że przyszłość jest

To niedobrze, że przyszłość jest

Fragment przestrzeni

utkanej

z dowolnej ilości wymiarów

bezpiecznej

cichej

spokojnej

Wymiana nie byłaby walką

Echa z dzieciństwa

każą Diabłu

wychylać głowę zza szafy

A on jest tu

Obronić siebie nie walcząc

by zwyciężyć

 

2002-09-18

Pierwsze autonauki

 

Strach to nie chwila

To codzienność

którą się zjada

na śniadanie-obiad-kolację

lulu-paci ze strachem

I pierwsze przerażone

poranne oko

Oko coraz mniej marzy

coraz więcej żyje

Zbił je ojciec

skrzyczała matka

wyśmiali koledzy

Coraz mniej się udaje

Strach się rozrasta

pochłania

przenika

jest krwinką czerwoną

neuronem

atomem

Głęboko trzeba zejść?

Wystarczy czasu?

Życia...?

 

2002-09-18

Pobłądźmy przez chwilę

 

Wyszedłem

Skąd?

Żeby wyjść

trzeba wejść

Skąd więc?

Dokąd więc?

Czym była brama?

Czy jedyna?

 

2002-09-28

Jesień

 

Słowo liść na drzewie

staje się

punktem zieleni

kształtem fraktalnym

myślą o wolności

samotną chwilą

tańcem na wietrze

dojrzewaniem

powrotem

nicością

 

2002-10-07

Magiczne Pudełko z pajęczyn

 

Wracają sny

z przeszłości

Snami być przestają

Na strychu

pełnym rupieci

czeka Magiczne Pudełko

Odkurzam je

i wchodzę weń

inaczej

Nie zamykam drzwi

Nie chowam dłoni

Zakrywam odkrywając

Marzenie jak oko

rzucone w przyszłość

Jak słowo

które stanie się ciałem

 

2002-10-15

Samczo – i – czość

 

Kobieta jest tylko kobietą

Matkopiekuńczością

To stwarza prostotę

jej marzeń

Mężczyzna jest tylko mężczyzną

Wiecznym

poszukiwaniem zwierzyny

To stwarza prostotę

jego inspiracji

Gdzie miejsce

na człowieka?

 

2002-10-15

Demony Iluzje

 

Przepływająca jak bezkresny ocean

kolorowa kreska

ciągnięta jeszcze nieporadną

dłonią ręką

Czas na śmietniku

odlicza swoje niechciane minuty

Przypatrz się sobie

Twoje zmarszczki to Twoja niewola

Będę dzieckiem

 

2002-11-15

... za Białym Królikiem!

 

Dziecko

rzucone w przepaść

nieskończoności

Nikt mnie niczego nie nauczył

do niczego nie przygotował

Lecąc mam czas

by rozglądać się

i poszukiwać choćby śladów

mądrości

Mijam też krzyże sierpy i młoty

i widzę zębami i paznokciami

wczepionych

Lecę dalej

 

2002-12-18

***

 

Czas na Słowo

Nie rozświetla się

w mózgu obrazem

Nie wywołuje

samo z siebie uniesień

Jest zapisem decyzji

konsekwencją zdarzeń

Tych co były

bo wpłynęły

Tych co są

bo czuję

Tych co będą

bo tak powiedziałem

Kłódka na mózgu

klucz jeszcze w dłoni

za plecami jezioro

kaczy stawek

lejek

następna ominięta otchłań-pułapka

I tylko ten klucz...

 

2003-01-21

***

 

Jeśli będę chciał powiedzieć

sobie powiem

Zielony czarny niebieski

nieważny kolor

Słowo ważne

które wyjść musi

Skoro nie chcesz mnie Ty

dostaną wszyscy

jeszcze więcej

 

2003-01-21

***

 

Tak więc czas nie ma znaczenia

Jestem nieskończony

Rozciągam się ponad-poza-wgłąb

Jestem wszędzie

gdzie mojego ciała nie ma

Czas-pułapka

odmierzająca rytm

zegar przyspiesza

szybsze samochody

decyzje

kobiety

życie

To nie ja

 

2003-01-21

To JA

Poproszę rachunek!

 

Zjadłem Cię

Starcze

Twoje mięso śmierdziało

Gniłeś

zanim Cię

zabiłem

Na sumieniu mam

Twoją nieświeżość

To byłeś ja

To jestem ja

 

2005-10-06

 

Migające twarze

 

Rzeczywistość ludzka
zamknięta
w blaszanej puszce
na kółkach
Korek
Smutek
Telefon
Uśmiech chwilowy
To pa!
Smutek
Telefon
Uśmiech chwilowy
To pa!
Smutek
Korek

Ufam sobie

 

 

Ufam sobie

Nie – swojemu odbiciu w lustrze

Nie – wyobrażeniu o mnie

Twojemu

Mojemu

Ufam sobie

 

Ufam sobie

Jeśli czegoś chcę

to nie zastanawiam się

czy jest złe

czy dobre

Ufam sobie

 

Ufam sobie

Nie daję sobie prawa do błędów

bo wiem

że to

co robię

nie jest błędem

Ufam sobie

 

Ufam sobie

 

 

 

Kamyki

 

 

Wyrzuciłem przed siebie kamyki

 

Istnieje wysoki poziom prawdopodobieństwa

że pojawi się wiele nieprzewidzianych czynników

 

Wyrzuciłem je jednak na drogę

 

 

 

Jak się bawią duchy

Najpiękniejszą formą

duchowej rozrywki

jest chodzenie

 

Czasem stanie

Czasem opadnie

 

Przednia zabawa

nieustające kołysanie

 

Owszem

przechodzą

Ponoć żyją

 

 

 

 

Ocieranie

 

Pada


Donikąd

dzisiaj

nie idę


Szykuję

następny

kawałek

swojego świata

 

 

 

Miejsce

 

Wrosło we mnie

Nie potrafię go opuścić

 

Dzisiaj miałem sen

Byłem w jakiejś formie nieświadomości

i bardzo chciałem wyjść z niej

lecz nie potrafiłem

Poruszanie mięśniami było pozbawione sensu

bo to nie ta przestrzeń

Z wściekłości wierzgałem

 

Wyszedłem z niej budząc się

Przez chwilę nawet poczytałem to sobie za sukces

 

Wiem

czym to było

Ja

 

 

Czy można namalować swoje ja?

 

 

 

Ta dzisiejsza chwila rozciągnięta na parę godzin

 

Nietrafione mity o rzeczywistości

 

które usiłujemy naprawiać

 

każde w sobie

 

z pomocą drugiego

 

Przedwczoraj

08 września 2022